Nikt wtedy nie myślał o tragedii Polaków, która nadejdzie za 11 lat. Ale jednak nadeszła. We wrześniu 1939 roku Polska stanęła do walki o przetrwanie. A z nią Halina Konopacka. Złoto Banku Polskiego, fundament gospodarki, mógł wpaść w ręce wroga. Trzeba było je wywieźć. Taką misję otrzymał Ignacy Matuszewski, ówczesny minister skarbu i ukochany mąż Haliny.
W środku wrześniowej wojennej nocy wyruszył niezwykły konwój – 40 warszawskich, piętrowych autobusów, w których na siedzeniach ustawiono skrzynie ze złotem. Za nimi ciężarówki, cywilne auta, a nawet cysterna z paliwem. W powietrzu niemieckie bombowce. Na drogach chaos uciekinierów. Za kierownicą jednego z pojazdów usiadła Konopacka, strzegąc tyłów złotego konwoju. Zły stan dróg, niedostatek paliwa i brak łączności sprawiały, że powodzenie misji było niemal niemożliwe. Ale jednak się udało. Polskie złoto znalazło schronienie we Francji.